DZIEJE RELIGII, FILOZOFII I NAUKI Wojciech Sady a. Ideał nauki jako wiedzy pewnej: Kartezjusz i Bacon a. Ideał nauki jako wiedzy pewnej Nauki przyrodnicze w dzisiejszym tego słowa znaczeniu są nader osobliwą
odmianą wiedzy ludzkiej. Niczego, co by w istotny sposób przypominało mechanikę
Newtona, teorię kwantów bądź teorię ewolucji Darwina, nie znajdziemy w
tradycjach kulturowych Indii czy Chin, zaś w ramach kultury europejskiej nauka
istnieje począwszy od XVII wieku. Wiele oczywiście można mówić o zasługach
Arystotelesa w zakresie fizyki i biologii, o osiągnięciach chaldejskich i
greckich astronomów, o pracach Archimedesa, Herona z Aleksandrii i Jana
Filiponosa, Hipokratesa i Galena, arabskich przyrodników IX-XII w. i
franciszkańskich nominalistów z XIV w., Kopernika i Wesaliusza. Wszystko to
należy jednak do prehistorii nauk, a choć nie sposób wyobrazić sobie, aby na
przykład fizyka nowożytna mogła powstać zarówno bez prac Arystotelesa, jak i
tych modyfikacji, jakim jego koncepcje poddali twórcy teorii impetusu
(Filiponos, Avempace, Buridan i inni), a także bez greckiej geometrii, to
rozsądnie jest przyjąć, że o fizyce jako nauce należy mówić od XVII wieku
począwszy. Przyjmę też, świadom arbitralności tego typu decyzji, że chemia jako
nauka zaistniała w XVIII w., biologia w XIX w., oraz iż nie jest jasne, czy
psychologia i socjologia zasługują dziś na miano nauk. (W odniesieniu do statusu
psychologii, socjologii i ich odgałęzień stawiane są dwa różne pytania, a
mianowicie: 1o czy te dyscypliny spełniają domniemane kryteria, które
decydują o naukowości fizyki; 2o czy kryteria rzetelności badawczej w
dyscyplinach humanistycznych w ogóle powinny być takie same jak te odnoszące się
do przyrodoznawstwa?) Wybitni myśliciele początku XVII w. dobrze zdawali sobie sprawę z tego, że
przyszło im żyć w czasach wielkiego przełomu: scholastyczny obraz świata leżał w
gruzach, rozsypywały się związane z nim systemy wartości i trzeba było to
wszystko czymś zastąpić. Dotkliwie odczuwając powstałą pustkę mnożyli przeto
wyzwania do stworzenia Nowej Nauki, a czasem próbowali dokonać tego
samodzielnie. Wśród ówczesnych proroków Wielkiej Rewolucji Naukowej szczególną
pozycję zajęli Francis Bacon i René Descartes (Kartezjusz). Słowo "nauka" tradycyjnie funkcjonowało jako synonim wiedzy rzetelnej. W
ciągu wieków większość filozofów "wiedzą" - a tym bardziej "nauką" - skłonna
była nazywać jedynie takie poglądy, które byłyby nie tylko prawdziwe, ale
o których wiedzielibyśmy, że takie są. Nie wystarczy prawda odgadnięta
szczęśliwym trafem - nauka to zbiór twierdzeń dowiedzionych. Ideał
pewności przyświecał zarówno Baconowi, jak i Kartezjuszowi. (Łączyła ich też
nadzieja, że Nową Naukę będzie można stworzyć w ciągu jednego pokolenia.)
Powstawało w związku z tym pytanie o metodę zdobywania wiedzy pewnej i
konkluzywnego odróżniania prawdy od fałszu. Reguły metodologiczne, których
zaczęto gorliwie poszukiwać, miały poza obręb nauki usunąć hipotezy,
czyli nie dowiedzione domysły. (Bacon zezwalał wprawdzie w pewnych
sytuacjach na stawianie hipotez, ale zaraz potem nakazywał je eliminować za
pomocą eksperymentów rozstrzygających, tak aby w nauce zostawały jedynie prawdy
dowiedzione.) Dalej drogi Kartezjusza i Bacona rozchodziły się: radzili budować
Nową Naukę na przeciwstawne sposoby. Kartezjusz ( Rozprawa o metodzie , 1637; Medytacje o
pierwszej filozofii , 1641) położył podwaliny pod nowożytny
racjonalizm. (Nie wolno mylić tego użycia słowa "racjonalizm" z
"racjonalnością" stanowiącą zasadniczy temat tej książki.) Racjonaliści
radykalni głoszą, że rozum jest jedynym źródłem lub probierzem
wiedzy; racjonaliści umiarkowani twierdzą, że rozum pełni główną rolę w
procesie zdobywania wiedzy lub odróżniania prawdy od fałszu. Z punktu widzenia
zdrowego rozsądku racjonalizm, nawet w wersji umiarkowanej, sprawia wrażenie
absurdu: jeśli chcemy zdobyć wiedzę np. o tym, jakie gatunki drzew rosną w
Bieszczadach, to na nic się nie zda rozmyślanie na ten temat, trzeba natomiast
pojechać tam i popatrzeć (lub spytać kogoś, kto to widział). Trzeba jednak
pamiętać, że racjonaliści "wiedzą" nazywają coś innego niż sumę wiadomości o
gatunkach bieszczadzkich drzew czy o zwyczajach godowych jeleni. Wiedza, jakiej
poszukują, dotyczyć ma w pierwszym rzędzie "istoty", a nie "zjawisk". Jeśli nasz
rozum w jakiś sposób rozpoznaje prawdy, to dotyczą one nie poszczególnych
faktów, ale najistotniejszych i najbardziej ogólnych własności bytu. O ile
prawdy te jawią się umysłowi - jak powiadał Kartezjusz - "jasno i wyraźnie", to
są niepodważalne. Jeśli prawdziwe są wszystkie przesłanki, to wynikanie logiczne
gwarantuje prawdziwość wniosku - a zatem prawdą jest to wszystko, co logicznie
wynika z prawd pojmowanych jasno i wyraźnie. Kartezjusz poszukiwał twierdzeń najogólniejszych, których prawdziwość jawi
się rozumowi jako oczywista, od nich zaś, za pomocą niezawodnych
reguł dedukcji, przechodził do twierdzeń mniej ogólnych. Głosił, że wyprowadził
w ten sposób m. in. prawa ruchów, tezę o istnieniu ciał stałych, cieczy, gazów,
ognia i eteru, a nieistnieniu próżni, zasady, zgodnie z którymi oddziaływania
między ciałami zachodzą zawsze przez pchnięcie, zaś materia jest nieskończenie
podzielna; uważał też, że zdołał wyjaśnić kulistość ciał niebieskich i tory
planet. Dopiero w przypadku twierdzeń niskiego poziomu ogólności uznawał
potrzebę odwoływania się do wyników doświadczeń w celu dokonania wyboru między
dopuszczanymi przez zasady czystego rozumu alternatywami. Tak czy inaczej, mimo
początkowej popularności jego program filozoficzny okazał się całkowitym
fiaskiem. Jedną po drugiej zakwestionowano rzekome Kartezjańskie oczywistości
(David Hume wykazał, że za pewnik nie sposób uznać nawet tezy "myślę, wiec
jestem", stanowiącej fundament całego systemu autora Medytacji o pierwszej
filozofii ), stwierdzono niepoprawność prowadzonych przezeń rozumowań,
wewnętrzną sprzeczność niektórych "wniosków" (co Izaak Newton wykazał w
odniesieniu do teorii wirów eteru). Wszystko też wskazuje na to, że tych kilka
twierdzeń, które zdobyły później uznanie (np. prawo zachowania ilości ruchu,
uważane często za prototyp Newtonowskiego prawa zachowania pędu), Kartezjusz
sformułował na podstawie obserwacji, a potem zmyślił rzekome rozumowania aby
wprowadzić owe twierdzenia do swego dedukcyjnego systemu. Francis Bacon ( Novum Organum , 1620) był jednym z pierwszych
nowożytnych empirystów. Empiryści radykalni głoszą, że dane zmysłowe
są jedynym źródłem lub probierzem wiedzy; empiryści umiarkowani twierdzą,
że dane zmysłowe pełnią główną rolę w procesie zdobywania wiedzy lub
odróżniania prawdy od fałszu. Z punktu widzenia zdrowego rozsądku empiryzm
wydaje się poglądem trafnym, tym bardziej, że "wiedzą" dla empirysty jest nie
(rzekoma) wiedza o "istocie" rzeczywistości, ale potoczna znajomość faktów, w
wyrafinowanej postaci przeobrażająca się w wiedzę naukową. Zdaniem Bacona, jak
powiedziano, empiryzm miał dostarczać przepisów na uzyskiwanie wiedzy pewnej.
Źródło pewności miały stanowić zdania rzetelnie opisujące wyniki doświadczeń
("historie naturalne i eksperymentalne") oraz reguły udoskonalonej indukcji
(tzw. eliminacyjnej, skodyfikowanej w postaci tablic obecności, nieobecności i
stopni), za pomocą których dokonuje się ostrożnych uogólnień, wykorzystując w
roli przesłanek zarówno opisy faktów doświadczalnych, jak i uzyskane wcześniej
twierdzenia nieco niższego stopnia ogólności. W ten sposób Bacon zamierzał
uzyskiwać niezawodne twierdzenia dotyczące "formy danej własności", a także
opisy "ukrytego procesu przebiegającego nieprzerwanie od widocznej przyczyny
sprawczej i widocznej materii do nadanej jej formy" dla ciał ulegających
zmianom, a "ukrytej struktury ciał" w przypadkach braku zmian (1620, cz. II, §
1). Mimo krążących tu i ówdzie na ten temat mitów (rozpowszechnionych niegdyś
zwłaszcza przez Thomasa Reida), nie tylko nikt nie zdołał uzyskać wartościowych
naukowo wyników za pomocą sformułowanych przez Franciszka Bacona reguł
metodologicznych, ale nawet nie udało się ustalić, czy i jaki zachodzi związek
między Baconowskimi "formami" bądź "ukrytymi strukturami i procesami" a
sposobami, na jakie zjawiska ujmują nowożytne nauki przyrodnicze. Dziś wielu
twierdzi, że Bacon był w istocie metodologiem tego, co określa się mianem magii
naturalnej, a zatem jako prorok nowożytnej nauki był prorokiem fałszywym. b. Mechanika klasyczna a filozofie racjonalistyczne i
empirystyczne W ciągu kilku następnych dziesięcioleci, w wyniku prac m. in. Galileusza,
Keplera, Huygensa, Borelliego, Boyle’a, Hooke’a i innych, powstały podstawy
fizyki nowożytnej. Ukoronowaniem całego procesu było opublikowanie w 1687 r .
Philosophiae naturalis principia mathematica (Zasady
matematycznej filozofii przyrody) Izaaka Newtona. Rychło wyłożony na kartach
tego dzieła system mechaniki zyskał, w powszechnej opinii, status
wzorcowej teorii naukowej: jeśli odtąd jakakolwiek teoria miała pretendować do
miana naukowej, to musiała pod pewnymi istotnymi (choć wyraźnie nie
zidentyfikowanymi) względami przypominać Newtonowską mechanikę. Stało się tak
nie w rezultacie debat filozoficznych, ale z powodu bezprecedensowych sukcesów
mechaniki jeśli chodzi o wyjaśnianie i przewidywanie zjawisk, a także
skuteczność praktycznych zastosowań teorii. Filozofowie nie tylko nie
dostarczyli jakichkolwiek argumentów na rzecz przyznania mechanice statusu
(wzorcowej) teorii naukowej, ale ich reakcja na nią była wręcz odwrotna. Wkrótce po publikacji dzieła Newtona ujawnił się - nieuleczalny, jak się
okazało - konflikt między kryteriami, jakie na wiedzę rzetelną nakładali zarówno
racjonaliści, jak i empiryści, a praktyką badawczą i wynikami dociekań
naukowców-przyrodników. Jako pierwsi przystąpili do ataku kartezjanie.
Krytykowali Newtona za wprowadzenie koncepcji próżni - podczas gdy Kartezjusz
"wydedukował", że próżnia istnieć nie może; innym intelektualnym przestępstwem
twórcy matematycznej filozofii przyrody było w ich oczach zignorowanie
Kartezjańskiego "dowodu", iż oddziaływanie między ciałami może zachodzić jedynie
w wyniku bezpośrednich pchnięć. Te krytyki były wynikiem nadinterpretacji:
Newton ani nie zakładał istnienia próżni, ani nie twierdził, że oddziaływania
zachodzą na odległość, zaś zaproponowany przezeń - jako hipoteza - model
eteru gęstniejącego w miarę wzrostu odległości od ciał ważkich spełniał,
przynajmniej na pierwszy rzut oka, oba wspomniane wymogi Kartezjusza. Niezależnie jednak od tych szczególnych sporów, rola doświadczeń w naukach
przyrodniczych, zarówno w procesie dochodzenia do teorii, jak i jej sprawdzania,
była zbyt oczywista aby racjonalizm mógł pretendować do roli metodologii fizyki,
chemii czy biologii - takich, jakie faktycznie w XVII wieku i później powstały.
Nawet jeśli będziemy podkreślać np. rolę matematycznego mistycyzmu w
dociekaniach Keplera, to bez najmniejszych wątpliwości opracował on swój model
ruchów planetarnych dopasowując wartości odpowiednich funkcji do wyników
obserwacji astronomicznych zgromadzonych przez Tychona Brahe. Zaś oczywistym
powodem akceptacji jego modelu nie była ani rozumowa oczywistość, ani
postrzegane przez rozum piękno teoretycznej konstrukcji, ale zgodność
wynikających z modelu przewidywań z tym, co widziano na niebie. Rychło też
racjonalizm przestał pełnić jakąkolwiek rolę jako metodologia nowej nauki, zaś
filozofowie-racjonaliści (zwłaszcza Hegel) stali się w oczach naukowców i
scjentystów symbolem reakcyjnego obskurantyzmu lub bezbrzeżnej głupoty. Jednak i empiryzm nie był w stanie pełnić roli metodologii nauk
przyrodniczych takich, jakie były. Po pierwsze, empiryści nigdy nie zdołali w
sposób konsekwentny wyjaśnić genezy i natury wiedzy matematycznej. Rozglądając
się wokół siebie nie dostrzegamy liczb, czegoś, co odpowiadałoby znakom
dodawania lub równości, a tym bardziej algebraicznych zmiennych itd., nie
widzimy też (nieskończenie małych) punktów czy (nieskończenie cienkich i
nieskończenie długich) linii prostych, o jakich mowa w geometrii. Można
oczywiście twierdzić, iż widząc grupę ptaków na gałęzi jesteśmy w stanie
dostrzec, że jest ich tyle samo co np. palców jednej dłoni i tyle samo, co
rosnących nieopodal drzew itd. i że na podstawie tego typu doświadczeń tworzymy
sobie pojęcia liczb. Zaś widząc kilka ptaków na jednej gałęzi i kilka na
drugiej, możemy pojąć naturę dodawania. Widzimy "mniej więcej" proste krawędzie
mebli czy ścian budynków, a także niewielkie kropki - i można domniemywać, że z
takich doświadczeń wywodzimy, przez abstrakcję, pojęcia geometryczne. A
jednak jest to pogląd nie do utrzymania. Twierdzenia matematyki mają bowiem
charakter twierdzeń koniecznych, a takiego charakteru doświadczenie nadać
im nie może. Patrząc na kruka widzimy, że jest czarny, ale mamy przy tym
poczucie, iż posiada on tę barwę w sposób przypadkowy, a równie dobrze
mógłby być beżowy. Choćbyśmy widzieli już milion kruków i każdy z nich byłby
czarny, to bez trudu możemy pomyśleć, iż następny ujrzany kruk będzie np. żółty,
a nawet że żółte będą wszystkie kruki, jakie ujrzymy w przyszłości. Tymczasem w
ogóle nie potrafimy pomyśleć, aby pięć lub siedem nie było równe dwanaście,
zarówno w pewnym konkretnym przypadku, jak i zawsze i wszędzie. Podobnie mamy
poczucie, iż nie mogłoby być tak, aby przez dwa punkty nie przechodziła jedna i
tylko jedna linia prosta. W ogóle nie potrafimy powiedzieć, jakie to
doświadczenia świadczyłyby o tym, że pierwiastek kwadratowy z dwóch jest liczbą
niewymierną, zaś liczb pierwszych jest nieskończenie wiele. A przecież każdy,
kto pojmuje dowody tego typu twierdzeń, uznaje je za prawdy niewzruszone.
Gdyby zaś uparty empirysta twierdził, iż takie twierdzenia wynikają logicznie z
twierdzeń poznanych - w określonym w poprzednim akapicie sensie -
doświadczalnie, to należało by go spytać, czy reguły wnioskowania również można
wywieść z danych zmysłowych. Z tych i innych powodów fakt istnienia matematyki
zawsze wykorzystywany był jako koronny argument na rzecz racjonalizmu.
(Pamiętajmy, że największy ze starożytnych racjonalistów, Platon, czerpał
zasadnicze inspiracje z pitagorejskiej matematyki, a obaj najwybitniejsi
racjonaliści czasów nowożytnych, Kartezjusz i Leibniz, byli też genialnymi
matematykami. Zapewne z powodu tego typu trudności empirysta Francis Bacon zabraniał
matematyzacji Nowej Nauki. Nie zważając na jego zakazy, Galileusz i Newton
przekształcili fizykę w naukę matematyczną. Mało tego, Newton posłużył
się rachunkiem różniczkowym, opartym o wybitnie nieempiryczne pojęcie wielkości
nieskończenie małych. To z kolei wywołało protesty empirysty George’a Berkeleya
( Traktat o zasadach poznania ludzkiego , 1710). Cóż z tego, skoro
na fizykach te dyrektywy nie wywarły najmniejszego wrażenia, a protesty
filozofów w powszechnej opinii zwróciły się przeciwko nim - było przecież
oczywiste, iż fizyka swe bezprzykładne sukcesy zawdzięczała najwyraźniej temu,
że została zmatematyzowana. Inna wielka trudność empiryzmu w konfrontacji z nauką nowożytną polegała na
tym, że teorie fizyczne wyrażane są za pomocą terminów takich, jak siła, masa,
pole elektromagnetyczne, pierwiastek chemiczny, atom. Nie oznaczają one rzeczy,
cech czy relacji danych nam we wrażeniach zmysłowych, a w żaden sposób, mimo
wytrwałych w tym względzie wysiłków, nie udało się ich znaczenia do poziomu
wrażeń zredukować. Zapewne dlatego Bacon nader powściągliwie przyjmował - a
czasem oskarżał o nienaukowość - prawie wszystkie współczesne sobie koncepcje,
które z naszego punktu widzenia stanowiły milowe kroki wiodące do nowożytnego
przyrodoznawstwa, a więc heliocentryzm Kopernika, wywody Galileusza o ruchach
ciał czy teorię krążenia krwi Harveya. Taki też był podstawowy powód, dla
którego zarówno Berkeley, jak i David Hume ( Traktat o naturze ludzkiej ,
1739-1740) odmówili fizyce klasycznej prawa do miana wiedzy. Zdaniem
Berkeleya, naukowcy bezprawnie przyjmują istnienie materii. Zdaniem Hume’a
przesądem jest leżąca u podstaw newtonowskiej fizyki wiara w istnienie
niezmiennych związków przyczynowych, Pogląd na świat oferowany przez nauki
przyrodnicze jest, w jego opinii, mieszaniną wiedzy i wiary
(wiemy, że Słońce właśnie wschodzi, ale jedynie wierzymy w to, iż wzejdzie
jutro). A jednak o wiele większe zaufanie budziła i budzi u współczesnych ludzi
fizyka (z niebywałą skutecznością przewidująca chwilę kolejnego wschodu Słońca
czy jego zaćmień) biologia niż wywody Davida Hume’a. Ostatnią ważną próbę zbudowania empirystycznej metodologii nauk podjął,
opierając się na nieco wcześniejszej pracy Johna Herschela ( Wstęp do badań
przyrodniczych , 1830), John Stuart Mill ( System logiki dedukcyjnej
i indukcyjnej , 1843). Mill - który był raczej filozofem społecznym i
ekonomistą niż logikiem i filozofem - również od wiedzy naukowej wymagał
pewności. Poczucie pewności, jakie budzą w nas twierdzenia matematyczne,
tłumaczył tym, że są one indukcyjnymi uogólnieniami opartymi na tak wielkiej
liczbie obserwacji, że wątpliwości stają się praktycznie niemożliwe. Próba ta,
według panującej dziś opinii, nie powiodła się. Pewność prawom nauki starał się
Mill, podobnie jak dwa stulecia wcześniej Bacon, zapewnić za pomocą kanonów
indukcji eliminacyjnej, których zastosowanie miało być w jego metodologii
ograniczone do ustalania niezmiennych związków przyczynowo-skutkowych. Jednakże
kanony - zgodności, różnicy, połączony zgodności i różnicy, zmian towarzyszących
i reszt - jako metody odkrywania praw przyrody okazały się całkowicie
nieprzydatne. A jako metody uzasadniania pewności żadnej, jak to wykazały
późniejsze analizy logików, zapewnić nie były w stanie (zwłaszcza ze względu na
nierozstrzygalność pytania, czy uwzględniono w rozumowaniach wszystkie możliwe
przyczyny lub skutki badanego zjawiska). Co więcej, teorie fizyczne czy
biologiczne bynajmniej nie ograniczają się, jak powiedziano, do ustalania
związków między obserwowalną przyczyną a obserwowalnym skutkiem, a zatem w
świetle metodologii Milla większość z twierdzeń formułowanych przez przyrodników
powinna być uznana za tezy spekulatywnej filozofii, lecz nie nauki. Podsumowując, empiryzm nie zdołał wskazać metody zdobywania wiedzy pewnej, a
w dodatku prowadził do zakwestionowania prawa nauki - takiej, jaką faktycznie po
Newtonie tworzono - do miana wiedzy. c. Kantowska filozofia nauki Pierwszym wybitnym filozofem, który nie tylko zaakceptował fizykę klasyczną
taką, jaką ona faktycznie była, ale uznał ją wręcz za ucieleśnienie ideału
wiedzy pewnej był - prawie sto lat po publikacji zasad Newtonowskiej mechaniki!
- Immanuel Kant ( Krytyka czystego rozumu , 1781, 2 wyd. 1787). A
skoro ani racjonalizm, ani empiryzm nie zdołały tego faktu wyjaśnić, to Kant
zaproponował swoistą syntezę ich obu. Polegała ona z grubsza rzecz biorąc na
tym, że to wszystko, co składa się na mechanikę klasyczną, a czego z doświadczeń
wywieść nie sposób, uznane zostało za dostarczane przez poznający umysł. Ponieważ leżące u podstaw teorii Newtona twierdzenia geometrii euklidesowej
mają charakter konieczny, a żadna wiedza ogólna oparta na doświadczeniu takiego
charakteru mieć nie może, to znaczy, że są one nam wrodzone. Wygodnie jest to
wyjaśnić przywołując dokonane przez Johna Locke’a ( Rozważania dotyczące
rozumu ludzkiego , 1690) rozróżnienie własności pierwotnych i
własności wtórnych. Barwy, jak powiada nauka, nie są czymś, co istnieje w
świecie zewnętrznym wobec naszych umysłów: to my postrzegamy rzeczy jako barwne,
barwy powstają w oczach i mózgu jako - zależna od ich budowy - reakcja na pewne
własności światła docierającego do naszych źrenic. Barwy są własnościami
wtórnymi. Natomiast stosunki geometryczne to własności pierwotne: wielkości i
kształty rzeczy dane we wrażeniach są wiernym odzwierciedleniem własności rzeczy
samych w sobie (tzn. istniejących niezależnie od naszych aktów poznawczych).
Kant, za Berkeleyem, odrzucił Lockowskie rozróżnienie, a wyprowadził stąd
wnioski budzące metafizyczny dreszcz: świat rzeczy istniejących poza poznającym
umysłem - rzeczy w sobie - nie jest przestrzenny (podobnie jak nie jest
barwny), to my postrzegamy rzeczy jako rozmieszczone w przestrzeni, przestrzeń
jest formą zmysłowości. W twierdzeniach geometrycznych odzwierciedlają
się przestrzenne relacje, w jakie wyposażamy rzeczy w aktach postrzegania - i
dlatego jeśli te twierdzenia rozumiemy, to wiemy, że w sposób niepodważalnie
prawdziwy stosują się do tego, co widzimy. Rzeczy w sobie nie istnieją też w czasie: czas jest drugą formą zmysłowości,
czymś, w co wyposażamy rzeczy w sobie w aktach postrzegania. Odzwierciedleniem
jednostajnie płynącego - w poznających umysłach, nie w świecie - czasu jest ciąg
liczb naturalnych i stąd bierze się konieczny charakter twierdzeń arytmetyki (a
w konsekwencji nadbudowanych nad nią algebry i analizy). Z rzeczy w sobie, ujętych w formy zmysłowości, powstają dane zmysłowe (zjawiska).
Prawa fizyki wywodzimy z wyników doświadczeń, lecz nie z samych danych
zmysłowych, a z doświadczeń zinterpretowanych za pomocą wrodzonego nam systemu
kategorii (pojęć substancji, przyczyny i innych). Kant pisał: "rozum
wnika w to tylko, co sam wedle swego pomysłu wytwarza" i dlatego też "winien z
zasadami swych sądów iść na czele i skłonić przyrodę do dania odpowiedzi na jego
pytania (...) Inaczej bowiem obserwacje, przypadkowe i nie prowadzone wedle
jakiegoś uprzednio obmyślonego planu, nie wiążą się ze sobą w żadnym koniecznym
prawie". Fizyka przeobraziła się w naukę dzięki "pomysłowi, ażeby zgodnie z tym,
co rozum sam wkłada w przyrodę, szukać w niej (a nie imputować jej) tego, czego
się od niej musi nauczyć, a o czym sam przez się nie byłby nic wiedział" (1787,
Przedmowa do drugiego wydania). Zdaniem Kanta, Wielka Rewolucja Naukowa
dokonała się raz i na zawsze: przez wieki prowadzono na temat przyrody zwodnicze
spekulacje, aż wreszcie zastosowano do badań wrodzone nam pojęcia - i szybko
uzyskano system wiedzy pewnej. Niebagatelną ceną, jaką Kant musiał zapłacić za
tę (rzekomą, jak się potem okazało) pewność, było ograniczenie zakresu wiedzy
naukowej do zjawisk, podczas gdy rzeczy w sobie pozostały poza zasięgiem
poznania ludzkiego. Kant uważał, że wszystkie sądy dzielą się w sposób rozłączny i wyczerpujący
na trzy klasy. Klasę pierwszą stanowią sądy analityczne, w których
znajdują wyraz znaczenia pojęć, np. "trójkąt ma trzy boki", "Tarnica jest nazwą
szczytu górskiego". Są one puste poznawczo, dotyczą znaczeń, a nie świata. Na
klasę drugą składają się sądy syntetyczne a posteriori, które mówią coś o
świecie, a wiemy, że są prawdziwe albo fałszywe, na podstawie doświadczenia, np.
"Tarnica jest wyższa od Połoniny Caryńskiej". Na takie dwa rodzaje dzielił sądy
Hume, Kantowska rewolucja w filozofii w wielkiej mierze polegała na uznaniu
istnienia trzeciej klasy sądów - tej, której wprowadzenie i akceptacja były
potrzebne aby fizyka Newtona zaczęła jawić się, w przyjętym wówczas sensie, jako
nauka, czyli jako system wiedzy pewnej. (Hume uważał je za metafizyczne,
za domieszkę do systemu wiedzy naszych instynktownych przyzwyczajeń lub
przesądów.) Są to sądy syntetyczne a priori - sądy, które mówią coś o
świecie, ale o których wiemy, że są prawdziwe, niezależnie od doświadczenia.
Sądy syntetyczne a priori rozpadają się z kolei na trzy grupy. Na
pierwszą składają się twierdzenia arytmetyki (oraz nadbudowanych nad nią algebry
i analizy matematycznej), np. "5 + 7 = 12". Grupę drugą stanowią twierdzenia
geometrii, np. "suma kątów dowolnego trójkąta wynosi 180o". Do grupy
trzeciej należą zasady, jak to Kant określa, czystego przyrodoznawstwa,
np. "przy wszelkich zmianach zjawisk materia trwa, a jej ilość w przyrodzie
pozostaje stała", "wszystkie zjawiska są uwarunkowane przyczynowo zgodnie z
niezmiennymi prawami" (właśnie takie sądy jako nieprawomocne - metafizyczne
- krytykowali empiryści). Stąd, po dodaniu pewnych elementów empirycznych, miało
się dedukować najogólniejsze prawa w rodzaju trzech praw dynamiki Newtona. Te
wnioskowania Kant usiłował przeprowadzić w pracy Metaphysische
Anfangsgründe der Naturwissenschaft (Metafizyczne podstawy nauk
przyrodniczych, 1786), a następnie pod sam koniec życia, jednak - co znamienne
zważywszy dalszy bieg wydarzeń - zadowalających wyników nie uzyskał. Aczkolwiek cały system Krytyki czystego rozumu (choć już nie
Krytyki praktycznego rozumu , 1788) powstał w wyniku refleksji nad
mechaniką klasyczną - przy założeniu, podkreślmy to raz jeszcze, że jest to
system wiedzy pewnej - to rozważania Kanta miały charakter, by tak rzec,
ogólnofilozoficzny; nie opracował on reguł metodologii nauk przyrodniczych.
Odpowiednie reguły metodologiczne sformułował - na podstawie słabej znajomości
Kanta i dobrej jak na owe czasy wiedzy z zakresu historii nauki - William
Whewell ( Philosophy of the Inductive Sciences Founded upon their History ,
1840): wrażenia zmysłowe dostarczają materii naszej wiedzy, ogólne
pojęcia, których źródłem jest intuicja, stanowią jej formę. Whewell zbyt
dobrze znał historię nauki aby zgodzić się z opinią Kanta o jednorazowości
rewolucji naukowej. Zaproponował zamiast tego koncepcję zbliżoną do Platońskiego
obrazu przypominania sobie, krok po kroku, wiedzy wrodzonej: nasze intuicje
rozwijają się w wyniku sugestii płynących z doświadczeń i dyskusji między
uczonymi. Teorie mają więc charakter hipotetyczny. Whewell wierzył jednak, że u
kresu hipotezy znikną, a pozostanie wyłącznie wiedza pewna.
Sformułował kilka kryteriów pozwalających rozpoznawać, że zbliżamy się, krok po
kroku, do Prawdy; najważniejsze chyba spośród nich to 10 wzrost
oczywistości aksjomatów budowanych z coraz doskonalszych pojęć, 20
zgodność indukcji (consilience of inductions), czyli to, co dziś określa
się mianem postępującej unifikacji wiedzy. Są to kryteria najwyraźniej
niekonkluzywne. Sam Whewell - który był anglikańskim pastorem i wpływowym
teologiem - swoją wiarę w postęp nauk ku prawdom dowiedzionym opierał
ostatecznie na wierze w to, że Bóg nas nie oszukuje, a wręcz stworzył tak aby
umożliwić nam pogoń za Prawdą. Gdy tego rodzaju wiary zabraknie, jego filozofia
nauki gwarancji pewności nam nie dostarcza. Podczas gdy filozofowie na próżno borykali się z problemem pewności wiedzy
naukowej i teorii matematycznych, zarówno w fizyce, jak i w geometrii zaszły
procesy, które miały wykazać złudność samego ideału pewności - i doprowadziły do
narodzin koncepcji epistemologicznych i metodologicznych zupełnie nowego
rodzaju. Zacznijmy omówienie tej historii od krótkiego szkicu przeobrażeń
naukowego obrazu świata. d. Powstanie geometrii nieeuklidesowych a kantowska teoria
poznania Euklides, człowiek, o którym prawie nic nie wiadomo, spisał najsłynniejszy
podręcznik wszechczasów, Elementy , około 300 r. p.n.e. Podsumował
w nim osiągnięcia geometrów greckich, dodał zapewne nieco dokonań własnych, ujął
zaś całość w postać pierwszego, jaki znamy, systemu aksjomatycznego.
Przyjął za podstawę cztery proste i oczywiste twierdzenia, a
mianowicie: (1) od dowolnego do dowolnego innego punktu można przeprowadzić
dokładnie jedną prostą, (2) prostą ograniczoną (czyli odcinek) można przedłużać
nieograniczenie w obie strony, (3) z dowolnego punktu można zatoczyć okrąg o
dowolnym promieniu, (4) wszystkie kąty proste są sobie równe. Potem wykazał, iż
kilkadziesiąt innych twierdzeń, już nie tak prostych i zwykle nieoczywistych, z
tych czterech wynika logicznie - czyli że można ich na tej podstawie dowieść.
Nie zdołał jednak za pomocą czterech aksjomatów dowieść szeregu innych twierdzeń
uważanych powszechnie za prawdziwe, co skłoniło go do wprowadzenia na dalszych
stronach Elementów aksjomatu piątego, który w późniejszych,
równoważnych logicznie sformułowaniach brzmi (5) przez dowolny punkt przechodzi
jedna i tylko jedna prosta równoległa do prostej danej, lub (5’) suma kątów
dowolnego trójkąta wynosi 1800. Euklides miał wątpliwości, czy piąty
aksjomat jest dostatecznie oczywisty; nie zdołał jednak ani dowieść go na
podstawie czterech pierwszych, ani się bez niego obyć. Podobne wątpliwości
dręczyły geometrów przez całe stulecia, a jednak wszelkie próby usunięcia
kłopotliwego aksjomatu bądź znalezienia w jego miejsce innego, dostatecznie
oczywistego, zawiodły. Z drugiej strony nie znaleziono w systemie opartym na
pięciu aksjomatach sprzeczności, zaś twierdzenia systemu znakomicie zgadzały się
z wynikami pomiarów przestrzennych, co doprowadziło licznych uczonych i
filozofów do przekonania, że system geometrii Euklidesa jest ucieleśnieniem
ideału wiedzy pewnej, dotyczącej przestrzeni fizycznej, w której żyjemy.
(Późniejsze prace wykazały, że rozumowania Euklidesa oparte były na pewnych
milcząco przyjętych przesłankach, w rezultacie trzeba było, aby sprostać
rozwiniętym w międzyczasie regułom dowodzenia, układ aksjomatów rozszerzyć. Te
kwestie możemy tu pominąć.) Przez całe stulecia empiryści toczyli spór z racjonalistami o naturę wiedzy
geometrycznej. Później w spór włączyli się kantyści. Spierające się strony
zazwyczaj zgodnie zakładały, że geometria Euklidesa jest jedyną możliwą i jest
prawdziwa w sposób niepodważalny. Tymczasem w latach 1820-ch pracujący
niezależnie Nikołaj Łobaczewski i Janos Bolyai sformułowali podstawy systemu
geometrii, w którym przez punkt obok prostej przechodzi więcej niż jedna prosta
równoległa do prostej danej, a suma kątów trójkąta jest mniejsza od 1800
(tym mniejsza, im większe jest pole jego powierzchni). Cztery pierwsze aksjomaty
Euklidesa - a zatem te wszystkie twierdzenia, które są niezależne od aksjomatu
piątego - pozostawały w nowym systemie w mocy. W 1854 r. Georg Riemann zastąpił
piąty aksjomat - zachowując pozostałe - twierdzeniem, zgodnie z którym nie
istnieją proste równoległe (każde dwie proste na płaszczyźnie gdzieś się
przetną), a suma kątów trójkąta jest większa od 1800 (tym większa, im
większe jest pole jego powierzchni). Choć, podobnie jak w przypadku geometrii
Euklidesa, nie udało się dowieść niesprzeczności tych nowych układów aksjomatów,
to rychło wykazano, że jeśli system Euklidesa jest niesprzeczny, to nowe
geometrie są również niesprzeczne i na odwrót. (Warto dodać, że sporą część obu
geometrii nieeuklidesowych sformułował Girolamo Saccheri w dziele Euclides
ab omni naevo vindicatus , 1733. Błędnie zinterpretował jednak sens
własnych dokonań: poprawne wnioski, jakie wyprowadził z zaprzeczenia piątego
aksjomatu Euklidesa, uznał za niedorzeczności dowodzące - metodą reductio ad
absurdum - prawdziwości tegoż aksjomatu.) Tak więc z punktu widzenia logiki - z uwagi na wymóg niesprzeczności - te
alternatywne systemy były równorzędne. Innego rozumowego kryterium wyboru
między trzema systemami geometrii nie dostrzegano. Można było też szukać
kryteriów doświadczalnych pozwalających na rozstrzygnięcie, która
geometria jest prawdziwa w klasycznym tego słowa znaczeniu (czyli zgodna z
rzeczywistością). Tą drogą podążyło w drugiej połowie XIX wieku grono wybitnych
matematyków i filozofów, a wśród nich sam Georg Riemann, który w słynnym
artykule z 1854 r. pisał: "Tych własności, które odróżniają przestrzeń od innych
możliwych do pomyślenia kontinuów, dostarczyć może jedynie doświadczenie". Carl
Gauss jako eksperyment rozstrzygający zaproponował pomiary kątów, pod jakimi z
każdego z trzech szczytów górskich widać dwa pozostałe. Gdyby suma kątów okazała
się np. większa od 1800 (o wartość przekraczającą błąd pomiaru),
dostarczyć to miało silnych argumentów (a może nawet dowodu) na rzecz tezy, że
przestrzeń fizyczna ma charakter riemannowski. Wszystkie pomiary dawały jednak,
w granicach błędów, wartość równą 1800, co świadczyć mogło o tym, że
albo przestrzeń fizyczna jest euklidesowa, albo że użyty trójkąt nie jest
dostatecznie duży by przy osiąganej dokładności pomiaru różnica mogła wyjść na
jaw. Prowokowało to do pracy nad ulepszeniem przyrządów pomiarowych z jednej, a
szukaniem większych trójkątów z drugiej strony. Samo pojawienie się alternatywnych systemów dowodziło, że twierdzenia
geometrii nie mają charakteru sądów koniecznych - a takie było jedno z
podstawowych założeń Kantowskiej epistemologii. Zaś propozycja empirycznego
rozstrzygnięcia, która geometria jest prawdziwa, oznaczała demontaż dużej części
konstrukcji wzniesionej na kartach Krytyki czystego rozumu .
Doprowadziło to z jednej strony do odrodzenia się w filozofii matematyki
empiryzmu, z drugiej zaś pojawił się jego wielki konkurent - ale nim o tym coś
powiemy, scharakteryzujmy w największym skrócie kryzysową sytuację, w jakiej pod
koniec XIX w. znalazła się fizyka. e. Kryzys w fizyce na przełomie XIX i XX w. i jego
znaczenie filozoficzne Wielkie reperkusje filozoficzne miał też stan, w jaki pod koniec XIX wieku
popadła panująca niepodzielnie w fizyce od dwóch stuleci mechanika klasyczna.
Narodzinom tego systemu nie towarzyszyło poczucie pewności; była już mowa o tym,
że np. pojęcie oddziaływania na odległość, jakim faktycznie (choć nie bez
psychologicznych oporów) posłużył się Newton, napotkało poważne sprzeciwy. Potem
jednak nastąpiła seria fenomenalnych sukcesów mechaniki jeśli chodzi o
wyjaśnianie i przewidywanie licznych i jakościowo bardzo różnych zjawisk,
zwieńczona w 1846 r. udanym przewidywaniem istnienia nie obserwowanej wcześniej
planety Neptun. Te sukcesy doprowadziły w końcu uczonych i filozofów do
przekonania, że mechanika klasyczna jest teorią prawdziwą, a nawet pewną.
Równocześnie rozpowszechnił się mechanicyzm jako pogląd, że mechanika
klasyczna stanowi podstawę całej fizyki, a nawet całej nauki: ostateczne
wyjaśnienie zjawisk przyrodniczych polega na ich redukcji do procesów
mechanicznych, na zbudowaniu modelu, które dane zjawisko przedstawiałby jako
rezultat położeń i ruchów ciał podległych prawom dynamiki Newtona. Tymczasem w
ciągu XIX w. system mechaniki, choć zrazu nie zdawano sobie z tego sprawy,
zaczął stopniowo się rozpadać. Najpierw Fresnel po 1816 r. przekonał fizyków, że światło ma naturę falową,
co pociągało za sobą, zważywszy na ontologię postulowaną przez mechanikę, tezę o
istnieniu eteru, czyli podległego trzem prawom dynamiki Newtona ośrodka, w
którym biegną fale. Nie udało się jednak, mimo uporczywych w tym względzie
wysiłków, wyposażyć eteru w takie mechaniczne własności, aby fale zachowywały
się w nim - zgodnie z prawami mechaniki - tak jak tego wymagały wyniki
doświadczeń optycznych. Odkrycia Oersteda (1819) i Ampera (1820) dotyczące
oddziaływań między magnesami i prądami elektrycznymi prowadziły do wniosku, że
siły elektryczne zależą nie tylko od odległości między ładunkami, ale też od ich
wzajemnej prędkości; odkrycie indukcji elektromagnetycznej przez Faradaya (1831)
sugerowało znów, iż te siły zależą ponadto od wzajemnych przyspieszeń ciał
naelektryzowanych. Tak w każdym razie głosiła najważniejsza w połowie XIX w.
teoria zjawisk elektromagnetycznych, sformułowana przez Webera (1846). Rodziło
to liczne trudności wewnątrzteoretyczne, zwłaszcza w zestawieniu z rodzącą się
wówczas zasadą zachowania energii. Próbą wyjścia z impasu była elektrodynamika
Maxwella, oparta na tezie o istnieniu niewidzialnego, podległego prawom
mechaniki klasycznej ośrodka, przenoszącego oddziaływania elektromagnetyczne (a
także zaburzenia falowe, z których część Maxwell utożsamił w 1861 r. ze
światłem). Skończyło się na tym, że Maxwell sformułował układ równań,
niesłychanie płodny jeśli chodzi o wyjaśnianie i przewidywanie zjawisk, znów
jednak zabrakło modelu domniemanego ośrodka - eteru - który włączyłby zjawiska
elektromagnetyczne (łącznie z optycznymi) do zakresu zastosowań mechaniki. Wreszcie pod koniec XIX w. poczęły się mnożyć odkrycia doświadczalne, z
którymi już zupełnie nie potrafiono się uporać za pomocą koncepcji klasycznych.
Z jednej strony była to seria nieudanych prób wykrycia spodziewanego (przy
pewnych założeniach) wpływu ruchu Ziemi względem eteru na przebieg zjawisk
optycznych i elektromagnetycznych na jej powierzchni, którym początek dały
obserwacje Arago (1810), a ich kulminację stanowił eksperyment Michelsona (1881)
i Michelsona-Morleya (1887). Z drugiej strony były to dane dotyczące widma
promieniowania ciał czarnych, efektu fotoelektrycznego i zmian ciepła właściwego
ciał stałych w niskich temperaturach. Doszły do tego odkrycia
promieniotwórczości, a m. in. - do czego jeszcze wrócimy - nieograniczonego, jak
się wydawało, wydzielania się energii z radu; na próżno też starano się
zidentyfikować źródło energii gwiazd. Pojawił się, w związku z autonomicznym faktycznie charakterem równań
Maxwella, alternatywny w stosunku do mechanistycznego, elektromagnetyczny
obraz świata. Przekonanie o powszechnym obowiązywaniu praw mechaniki zostało
też podważone z innej strony. Równania mechaniki były niezmiennicze względem
kierunku biegu czasu: gdyby czas płynął w drugą stronę, wszystko z punktu
widzenia mechaniki działoby się tak samo, jak dzieje się teraz. Tymczasem w
termodynamice pojawiło się pojęcie entropii (określone równaniem dS = dQ/T) jako
fundamentalnej wielkości charakteryzującej procesy cieplne, a wielkość ta miała
zawsze rosnąć - i w ten sposób kierunek upływu czasu został wyróżniony. Dało to
początek energetyzmowi (Wilhelm Ostwald i inni) jako jeszcze innemu
alternatywnemu programowi badawczemu, którego zwolennicy całą fizykę usiłowali
oprzeć na pojęciu energii. Pierre Duhem zaś fundamentem fizyki próbował uczynić
termodynamikę klasyczną. W rezultacie podstawy teoretyczne, na jakich w XVIII i
XIX wieku spoczywała fizyka, zaczęły się rozpadać. Kryteria oczywistości
rozumowej (w sensie Kartezjusza czy Kanta) utraciły wszelką wiarygodność, a
rezultaty eksperymentów coraz częściej zaskakiwały uczonych - i zdawały się
prowadzić w rozbieżne strony. Wspomniane odkrycia doświadczalne i teoretyczne doprowadziły do kryzysu
samych podstaw naukowego obrazu świata. Zaczęto wątpić w to, co - z
przyzwyczajenia raczej niż na podstawie argumentów - od dwóch stuleci uważano za
prawdy niewzruszone. Coraz wyraźniej odczuwano potrzebę wzniesienia nowych
podstaw, ale nie wiedziano zrazu, w jaki sposób tego dokonać. Filozofowie nie
bardzo rozumieli tę nową sytuację w naukach i dalej rozwijali epistemologie a to
kantowskie, a to heglowskie. Natomiast dla zainteresowanych filozofią naukowców
(rzadko się tacy trafiają, ale ich liczba w sytuacjach kryzysowych rośnie) stało
się rychło jasne, że dotychczasowe teorie poznania (przynajmniej w ich
tradycyjnych postaciach) nie są w stanie opisać lub wyjaśnić tego, co się w
nauce działo. W tej sytuacji liczni matematycy - Georg Cantor, Gottlob Frege,
David Hilbert, Luitzen E. J. Brouver, Henri Poincaré i inni - oraz fizycy - a
wśród nich Ludwig Boltzmann, Hermann Helmholtz, Heinrich Hertz, Ernst Mach,
Wolfgang Ostwald - podjęli dociekania filozoficzne nad naturą matematyki i nauk
przyrodniczych, a także nad metodami uprawiania nauk. Niesłychanie trudno ich
poglądy w skrócie omówić, jako że ewoluowały one zarówno w wyniku dyskusji o
charakterze filozoficznym, jak i pod wpływem szybko zmieniającej się sytuacji w
matematyce i w fizyce. Dla dalszego rozwoju filozofii nauki decydujące okazały się idee sformułowane
w latach 1880-ch przez Gottloba Fregego i Ernsta Macha z jednej, a Henri
Poincarégo z drugiej strony. Punkt wyjścia stanowiły w obu przypadkach krytyki
Kantowskiego pojęcia sądów syntetycznych a priori. Nie były to, trzeba
podkreślić, krytyki oparte na dogłębnej znajomości Kanta. Dyskutowano raczej
pewne obiegowe wersje kantyzmu takiego, jak go pojmowali przyrodnicy pod koniec
XIX wieku, w klimacie intelektualnym bardzo już zmienionym w stosunku do tego, w
jakim powstało dzieło królewieckiego filozofa. Poniższe uwagi będą mieć
postać nader schematyczną, a przedstawię nie tyle oryginalne argumenty, co ich
konsekwencje dla dalszego rozwoju filozoficznej i metodologicznej refleksji nad
nauką. Frege, Mach i Poincaré krytykowali ideę sądów syntetycznych a priori
z różnych powodów, a sformułowane przy tej okazji idee prowadziły, jak miało się
okazać, w dwie przeciwne strony. W ten sposób powstały oba wielkie nurty, jakimi
popłynęły w dwudziestym wieku filozoficzne rozważania nad podstawami nauk. Były
to nurty, by użyć słynnego terminu Kuhna (zob. rozdz. 4) niewspółmierne:
zwolennicy jednego i drugiego postrzegali naukę na odmienne sposoby, zadawali na
jej temat inne pytania, różne były zbiory odpowiedzi na te pytania dopuszczane
przez (na ogół nieświadomie) przyjęte założenia o bardzo ogólnym charakterze,
odmienne też kryteria poprawności proponowanych rozwiązań. f. Ku programowi empiryzmu logicznego Pojawienie się nowej, matematycznej logiki, a przede wszystkim logicyzmu
jako filozofii matematyki, doprowadziło koniec końców do wskrzeszenia poglądu
Hume’a, zgodnie z którym zdania wartościowe dzielą się wyczerpująco i rozłącznie
na dwie grupy: analityczne i doświadczalne (syntetyczne a posteriori). Najpierw Frege w książkach z 1879 i 1884 r. (zob. bibliografia do rozdz. 2)
odrzucił kantowską filozofię matematyki, a przede wszystkim pogląd, że
twierdzenia arytmetyki, np. 5 + 7 = 12, mają charakter syntetyczny. W
przekonujący sposób wykazał, że są to twierdzenia analityczne, prawdziwe na mocy
znaczeń składających się na nie terminów. Inna sprawa, że analityczność pojmował
nieco odmiennie niż Kant: analityczne jest w jego ujęciu twierdzenie
wyprowadzalne z praw logiki i definicji występujących w nim terminów. Na temat
statusu tez logicznych Frege się nie wypowiadał, podkreślał tylko, że nie są to
uzyskane indukcyjnie prawa przyrody, ale "prawa praw przyrody", nie są to też
psychologicznie pojęte prawa myślenia, ale "prawa prawdy". Później zaproponował
pewną odmianę platonizmu, zgodnie z którą poza światem rzeczy zewnętrznych wobec
naszych umysłów, a także poza światem przedstawień psychicznych, istnieje
"trzecie królestwo" myśli, których nie tworzymy, ale które ujmujemy.
Np. ten, kto jako pierwszy pomyślał twierdzenie Pitagorasa, ujął coś, co
istniało zanim zostało odkryte i było - bezczasowo - prawdziwe. Można było w
związku z tym twierdzić (choć stanowisko samego Fregego pozostało w tej kwestii
niejasne), że prawa logiki są prawdziwe na mocy zgodności z pewnymi sytuacjami w
trzecim świecie. Dopiero Traktat logiczno-filozoficzny
Wittgensteina (1921) przekonał filozofów, że nie ma trzeciego królestwa, zaś
twierdzenia logiki są puste poznawczo (zob. poniżej, § 2b). Natura geometrii sprawiła filozofom większy kłopot, bo przecież w każdym
fizykalnym opisie świata mowa jest o kształtach i położeniu rzeczy, o
trajektoriach ich ruchów itd., a to wszystko przy założeniu zgodności twierdzeń
geometrycznych z własnościami przestrzeni. Z drugiej strony, jak już
powiedziano, wszystkie próby empirystycznego wyjaśnienia genezy i natury
geometrii zawiodły. Frege uznawał w związku z tym twierdzenia geometryczne za
syntetyczne a priori w sensie Kanta. W końcu odrzucono ten jego pogląd, a
to dzięki rozróżnieniu geometrii matematycznej i geometrii fizycznej.
Ta pierwsza jest zbiorem twierdzeń analitycznych, prawdziwych na mocy znaczeń
składających się na nie terminów; znaczenia te określone są przez aksjomaty
będące - zgodnie z poglądem Hilberta i Poincarégo - ukrytymi definicjami.
Dlatego prawdziwości twierdzeń geometrii matematycznej dowodzi się bez
porównywania ich ze światem - bo też jako takie niczego o świecie nie orzekają.
Geometria fizyczna powstaje z matematycznej przez przyporządkowanie terminom
geometrycznym odpowiednich obiektów w świecie (np. uznanie, że w ośrodku
optycznie jednorodnym światło biegnie po liniach prostych), co przekształca
geometrię w zbiór twierdzeń syntetycznych a posteriori, sprawdzalnych
empirycznie. W roli kandydatów do zdań syntetycznych a priori pozostały Kantowskie
twierdzenia "czystego przyrodoznawstwa". Te, jak ogłosił w 1882 r. Ernst Mach,
są wprawdzie wygodnymi skrótami myślowymi, narzędziami ekonomicznego opisu i
przewidywania danych zmysłowych, jednak można je z języka nauki wyeliminować.
Zaś dla celów filozoficznych wyeliminować je należy (zob. § 2a). Z połączenia wymienionych reinterpretacji i eliminacji powstało przekonanie,
że nie ma zdań syntetycznych a priori. Są jedynie - puste poznawczo -
zdania analityczne, oraz - przedstawiające fakty - zdania empiryczne. Tak
powstał filozoficzny program badawczy empiryzmu logicznego, omówiony w rozdz. 2
tej książki. Dziś powszechna jest opinia, że - jak stwierdził niegdysiejszy
empirysta logiczny Alfred J. Ayer - wszystkie podstawowe założenia konstytutywne
dla tego programu były błędne. Empiryzm logiczny stanowczo odrzucał kantowską
epistemologię, obok niego pojawił się filozoficzny program będące radykalną - w
kierunku relatywizmu - modyfikacją koncepcji Kanta. g. Konstruktywistyczna filozofia nauki i jej wielkie
problemy Zasadniczym tematem tej książki są te systemy filozofii i metodologii nauki,
które biorą początek z wystąpienia Poincarégo, a które określę mianem
konstruktywistycznych. Niełatwo mi było zdecydować się na wybór tego
terminu, używanego wprawdzie w literaturze filozoficznej w sensie podobnym do
zamierzonego przeze mnie, ale zwykle zawężanym do tego, co chciałbym wyodrębnić
jako konstruktywizm społeczny (za pierwszego konstruktywistę społecznego
należy uznać Ludwika Flecka; wzorcowe sformułowanie temu poglądowi nadali Barry
Barnes i David Bloor, zob. wzmianki w rozdz. 4). Lepszy byłby może termin
konwencjonalizm, ale wokół niego nagromadziło się wiele nieporozumień.
Zwykle mianem konwencjonalistów określa się trzech francuskich filozofów
przełomu XIX i XX w.: Poincarégo, Pierre Duhema i Edouarda Le Roy - a ja właśnie
Poincarégo chciałbym uznać za ojca konstruktywizmu. W proponowanym tu rozumieniu
konstruktywistami byli prawie wszyscy najważniejsi w tym stuleciu metodolodzy,
m. in. Popper, Kuhn, Lakatos, Feyerabend i Laudan. (Problem z terminem
"konwencjonalizm" polega m. in. na tym, że przy innym zadomowionym w literaturze
jego rozumieniu za klasyków konwencjonalizmu uważa się, obok Poincarégo,
wybitnych empirystów logicznych: Ayera, Carnapa i Reichenbacha.) Konstruktywizm to filozofia poznania analogiczna do kantyzmu - ale pozbawiona
jakichkolwiek niewzruszonych podstaw. Za kantyzmem głosi, że nauka bada nie
fakty "same w sobie", ale fakty takie, jakie jawią się przez pryzmat przyjętego
systemu pojęciowego. System ten konstytuują w kantyzmie sądy syntetyczne a
priori, w których odzwierciedlają się wrodzone nam formy i kategorie
poznawcze - i dlatego mają one charakter sądów koniecznych. Tu drogi kantystów i
konstruktywistów rozchodzą się: w systemach pojęciowych, twierdzą ci drudzy, nie
ma niczego koniecznego, żadnych elementów syntetycznych a priori w sensie
Kanta (u Poincarégo są jeszcze resztki takowych, u jego następców już nie). Są
to wytwory naszej wyobraźni twórczej, a konstytuujące je założenia są
przyjmowane na mocy konwencji - umowy, jaką zawiera (zwykle podświadomie,
a co najwyżej półświadomie) społeczność uczonych. Aksjomaty geometrii są, jak stwierdził w 1887 r. Poincaré, definicjami
w przebraniu: określają znaczenia występujących w nich terminów. Możliwych
systemów geometrii jest wiele i od naszych wspólnotowych decyzji zależy, którym
z nich posłużymy się w naukach. W 1889 r. Poincaré uogólnił to twierdzenie na Kantowskie zasady czystego
przyrodoznawstwa (obejmując tym terminem również najbardziej podstawowe prawa,
takie jak trzy prawa dynamiki Newtona czy zasadę zachowania energii): są one,
podobnie jak aksjomaty geometrii, definicjami terminów w nich występujących. Np.
drugie prawo dynamiki Newtona F = m a , wraz z szeregiem innych
formuł, definiuje terminy "siła" i "masa". Nie ma w zasadach niczego
koniecznego, ich źródłem jest nie wspólny wszystkim ludziom rozum, ale
wyobraźnia twórcza (intuicja). Wyobraźnia dostarczyć może różnych
zespołów zasad, konstytuujących różne systemy pojęciowe. Twierdzenia arytmetyki (algebry, analizy itd.) Poincaré uważał, jak się
wydaje, za syntetyczne a priori. Późniejsi konstruktywiści raczej
uznawali je za analityczne. Lakatos zaś pisał o renesansie empiryzmu w filozofii
matematyki. Wspólnego stanowiska w tej kwestii nie wypracowano, zamiast tego
często całe zagadnienie pomijano milczeniem. Jeśli szukamy dla twierdzeń geometrii i podstawowych praw przyrody miejsca w
kantowskim podziale sądów, to są one analityczne. Nie są jednak prawdziwe
na mocy znaczeń w jakiś sposób preegzystujących, co bodaj milcząco przyjmuje się
w kantyzmie: w ujęciu konstruktywistycznym zdania analityczne nie tyle
wyrażają znaczenia terminów, co terminom znaczenia nadają (nie są
definicjami sprawozdawczymi, ale projektującymi). W związku z tym
następuje przesunięcie akcentów o znaczeniu wręcz rewolucyjnym. W kantyzmie sądy
analityczne pełnią rolę podrzędną, ich obecność nie stwarza teoriopoznawczych
problemów. Podobnie było z perspektywy empiryzmu logicznego: stwierdzenie
analityczności jakiegoś zdania miało likwidować (o czym będzie mowa w rozdz. 2)
ewentualne problemy filozoficzne z tym zdaniem związane - miały one przecież być
puste poznawczo. A, jak powiedziano, zasady czystego przyrodoznawstwa empiryści
logiczni z języka nauki eliminowali - przekonani, że w ostatecznej analizie
twierdzenia naukowe odnoszą się do konfiguracji naszych wrażeń zmysłowych i ich
następstw. I tu tkwi zasadnicza różnica między empiryzmem logicznym a
konstruktywizmem. Konstruktywiści nie usuwają z nauki założeń w rodzaju kantowskich zasad
czystego przyrodoznawstwa. Zasady zaś postulują pewną ontologię,
wykraczającą poza to, co dostępne we wrażeniach zmysłowych. Zmienne występujące
w sformułowaniach praw nauki mówią nam, jakiego rodzaju byty istnieją (za
istniejące uważamy to, co stanowi wartości zmiennych, powiada słynna zasada
Quine’a), prawo jako całość określa, jakie relacje mogą bądź muszą zachodzić
między owymi bytami. Jeśli spojrzymy na II prawo dynamiki Newtona F = m d2 r /dt2,
to od razu widzimy, że konstruowany przez mechanikę świat możliwy (a
jednym z elementów owego świata możliwego ma być świat realny) zbudowany
jest z ciał obdarzonych masą, na które działają siły, wszystko zaś
odbywa się w przestrzeni i w czasie. Własności przestrzeni z kolei
określone są przez aksjomaty geometrii Euklidesa. Jeśli dodamy do tego prawo
Coulomba, to wzbogacimy świat możliwy mechaniki o ładunki elektryczne. I
tak dalej. Do pewnego stopnia postulowana ontologia określa z kolei metody
doświadczalne, jakie należy stosować w celu zdobycia o świecie użytecznych
poznawczo informacji, a także prawomocne sposoby teoretycznej obróbki danych. Zdaniem konstruktywistów, takie wymyślone przez nas założenia stanowią
niezbywalną część wszelkiej wiedzy, w tym wiedzy naukowej. Prowadzą nas one do
badań i badania nasze ukierunkowują, a umysł z nich całkowicie opróżniony
przestałby świat w uporządkowany sposób postrzegać i sensownie o świecie myśleć.
Przyjmuje się je na mocy decyzji i na mocy decyzji czasem odrzuca - ale nie
można ich odrzucić bez jednoczesnego zastąpienia innymi. Te "definicje w
przebraniu" nie są poznawczo puste: mają charakter twórczy, od nich zależy cała
nasza działalność poznawcza. Przyjęty system pojęciowy warunkuje uzyskiwane przez naukowców wyniki
doświadczeń. Pogląd ten występuje w postaci umiarkowanej i skrajnej. Popper
(rozdz. 3) i Lakatos (rozdz. 5) głosili wersję umiarkowaną, zgodnie z którą
selekcja i sposób opisu zjawisk zależy od przyjętych teorii. Ludwik
Fleck, Norwood Russell Hanson, Kuhn (rozdz. 4) i Feyerabend (rozdz. 6) głosili
pogląd skrajny, zgodnie z którym od przyjętych teorii zależy sposób widzenia
świata, a zatem zwolennicy różnych koncepcji teoretycznych patrząc z tego samego
miejsca w tę samą stronę zobaczą coś innego. Rozpatrzmy prosty przykład.
Rozglądając się wokół nie zobaczymy sił działających na ciała; to ludzie
wymyślili pojęcie siły i zdefiniowali ją jako iloczyn masy i przyspieszenia. Ale
gdy takie pojęcie sobie przyswoimy - gdy zacznie ono kierować naszym
postrzeganiem i myśleniem - to widząc ciało zmieniające prędkość lub kierunek
ruchu od razu zinterpretujemy to, a może nawet ujrzymy, jako skutek działania
siły, zaś jej wartość będzie określona przez obserwowane przyspieszenie.
Rozglądając się wokół rozpoznajemy - bezpośrednio lub pośrednio - nie dane
zmysłowe, ale byty postulowane przez przyjęte teorie - i to one
stanowią właściwy przedmiot naszej wiedzy. Ogólne wyobrażenia dotyczące natury badanych zjawisk i zachodzących między
nimi związków warunkują intelektualną obróbkę wyników doświadczeń. Na przykład,
Newton mógł przyjąć inną definicję siły niż F = m a , ale gdy
przyjął taką, jaką przyjął, to stosując tę zasadę do analizy Keplerowskiego
modelu ruchów planetarnych otrzymał jako wniosek, że siła działająca na
planety skierowana jest w kierunku Słońca i maleje proporcjonalnie do kwadratu
odległości między Słońcem a daną planetą. Nie cały system wiedzy ma zatem charakter konwencjonalny: nie wszystkie
twierdzenia definiują nasze pojęcia, a akceptacja jednych mniej lub bardziej
zmusza nas, w obliczu danych doświadczalnych, do akceptacji pozostałych. W
każdej rozsądnej (w tym momencie wyrażam własną ocenę) konstruktywistycznej
filozofii nauki rozróżnia się zatem te części naszej wiedzy, które przyjmujemy
na mocy umowy i te, które są niejako wytworami oddziaływania systemu pojęciowego
ze światem. (Ludwik Fleck pierwsze nazwał elementami czynnymi, drugie
elementami biernymi wiedzy, niestety ta znakomita terminologia jak dotąd nie
przyjęła się.) Powstają w związku z tym dwa wielkie problemy, wokół których, pośrednio lub
bezpośrednio, koncentrowały się rozważania konstruktywistycznych filozofów
nauki. Problem pierwszy: które części systemu teoretycznego pełnią rolę
definicji, a zatem akceptowane są lub odrzucane na mocy decyzji? Problem drugi:
czy i jakie przyczyny i/lub racje kierują tymi decyzjami? W jakich sytuacjach
poznawczych te decyzje są uzasadnione, a w jakich nieuzasadnione? Kiedy w ich
wyniku rodzi się wiedza, a kiedy przesądy? Część z odpowiedzi,
jakich na te pytania udzielono, omówiona będzie w kolejnych rozdziałach tej
książki, inne będą wspomniane lub wskazane w dołączonych bibliografiach. W tym
miejscu wymienię parę najważniejszych stanowisk, co pozwoli, mam nadzieję,
zyskać wstępną orientację ułatwiającą lekturę całości. Poincaré jako przykłady konwencjonalnych "definicji w przebraniu" podawał
wyłącznie najogólniejsze twierdzenia dotyczące natury badanych zjawisk:
aksjomaty geometrii, prawa dynamiki Newtona, zasadę zachowania energii itp.
Popper przeciwnie, uważał, że na mocy decyzji akceptujemy lub odrzucamy zdania
zdające sprawę z wyników doświadczeń, a także pewne reguły metodologiczne, zaś
przyjęcie jednego i drugiego przesądza w pewnych sytuacjach o odrzuceniu teorii.
Kuhn głosił, że wspólnoty badaczy konstruują w pierwszym rzędzie poszczególne
teoretyczne ujęcia zjawisk (paradygmaty), z nich wyabstrahowuje się teorie, zaś
inne zastosowania teorii tworzy się przez analogię z zastosowaniami uznanymi za
wzorcowe na mocy wspólnotowej decyzji. Lakatos głosił, że na mocy wspólnotowej
decyzji akceptowane są bądź odrzucane zarówno najbardziej podstawowe założenia
teoretyczne ("twardy rdzeń"), jak i zdania "obserwacyjne", wyrażające wyniki
doświadczeń, natomiast przyjęcie jednych i drugich do pewnego stopnia przesądza
o akceptacji lub odrzuceniu pozostałych części teorii ("pasa ochronnego").
Ciekawą odmianę stanowi konstruktywizm holistyczny, znany przede
wszystkim w ujęciach Pierre Duhema i Williama van Orman Quine’a, które poniżej
będą zaledwie wspomniane. Holiści podkreślają, że z wynikami doświadczeń zawsze
konfrontuje się system teoretyczny jako całość, a w tej całości brak jest części
wyróżnionych. W razie konfliktu przewidywań z rezultatami obserwacji lub
eksperymentów możemy - i wolno nam - chronić dowolną część systemu odpowiednio
dopasowując jego pozostałe składniki. Jeśli chodzi o pytanie o reguły akceptacji, odrzucania czy wyboru systemu
teoretycznego, to konstruktywiści podzielili się na cztery zasadnicze grupy
(terminologia po części moja). Konstruktywizm anarchistyczny (jedynym
znaczącym reprezentantem tej grupy jest późniejszy Feyerabend) twierdzi, że nie
ma żadnych uniwersalnych metod uprawiania nauki: każda reguła czasem się
przydaje, a czasem szkodzi osiąganiu postępu, nigdy zaś z góry nie wiadomo,
który sposób postępowania w danym przypadku okaże się owocny. Konstruktywizm
elitarystyczny (Michael Polanyi, może też Poincaré) głosi, że są systemy
poznawczo wartościowe i mierne, naukowe i pseudonaukowe, a rozpoznają to wybitni
uczeni kierując się wyrobioną w trakcie wieloletniej praktyki intuicją. Tych
intuicji, podobnie jak gustów artystycznych, nie da się zwerbalizować, a zatem
uczeni nie są w stanie wytłumaczyć laikom, dlaczego pewną teorię w danej
sytuacji wybrali. Reprezentanci konstruktywizmu społecznego (Barry
Barnes, David Bloor i inni), którzy za prekursorów programu uważają Thomasa
Kuhna, twierdzą, że naukowcy tworzą i wybierają systemy teoretyczne pod
przemożną presją społeczną, związaną zarówno z wewnętrzną strukturą wspólnot
badawczych, jak i z usytuowaniem nauki w społeczeństwie jako całości. O
metodologicznych decyzjach naukowców przesądzają nie (rzekome) racje, ale
złożona gra interesów ekonomicznych i politycznych. Ignorując dodatkowo
rozróżnienie czynnych i biernych elementów wiedzy, konstruktywiści społeczni
popadają w rezultacie w skrajny relatywizm poznawczy: poznawczo wartościowych i
miernych systemów nie ma, są jedynie systemy - niekiedy zwane religijnymi, a
niekiedy naukowymi - które ludzie w danym czasie akceptują ze względów
społecznych. A wreszcie zwolennicy programu konstruktywizmu
racjonalistycznego, czyli programu racjonalnych rekonstrukcji rozwoju
wiedzy (Popper, Lakatos, Laudan) głoszą, że istnieją uniwersalne kryteria
oceniania koncepcji teoretycznych, z których wynika, że w danej sytuacji
racjonalnie jest daną teorię (program badawczy, tradycję badawczą)
zaakceptować, odrzucić lub poddać modyfikacji - a przede wszystkim racjonalnie
jest wybrać tę czy inną spośród dostępnych w danym czasie teorii konkurencyjnych
- i to niezależnie od tego, co na ten temat sądzą sami naukowcy. W celu zapobieżenia poważnym nieporozumieniom należy jeszcze dodać trzy ważne
wyjaśnienia, dotyczące zwłaszcza konstruktywizmu racjonalistycznego. Większość systemów metodologicznych zaproponowanych w okresie od Francisa
Bacona do Johna Stuarta Milla miała na celu przede wszystkim skodyfikowanie
sposobów zdobywania wiedzy, a w zwłaszcza odkrywania teorii.
Sądzono dość powszechnie, że właśnie sposób, w jaki uzyskano wiedzę, decyduje o
jej rzetelności - czyli niehipotetycznym, naukowym charakterze. Gdzieś na
przełomie XIX i XX w. rozpowszechniło się natomiast przekonanie, iż teorie
naukowe są wytworami intuicji (wyobraźni twórczej, natchnienia itp.), której
funkcjonowanie wymyka się jakimkolwiek racjonalnym analizom. Dodano do tego
pogląd, że dla filozofów nauki analiza procesu wpadania na nowe pomysły
teoretyczne jest tak czy inaczej bez znaczenia. Jeżeli bowiem wszystkie teorie
mają, jak powiedziano powyżej, charakter hipotetyczny, to jest właściwie
obojętne, w jaki sposób je uzyskano: czy jako indukcyjne uogólnienie wyników
doświadczeń, czy jako wniosek z przyjętej doktryny filozoficznej, a nawet
religijnej, czy wreszcie odgadnięte zostały w sposób najzupełniej przypadkowy. O
naukowym bądź nienaukowym charakterze teorii decydują wyłącznie metody, jakimi
posłużono się w procesie jej uzasadniania, kryteria, zgodnie z którymi ją
zaakceptowano albo odrzucono. Jedynymi aż do lat siedemdziesiątych znaczącymi
filozofami nauki, którzy uważali, że sposób, w jaki dana hipoteza lub cała
teoria została odkryta, jest istotny dla oceny jej wartości poznawczej, byli pod
koniec XIX w. Charles Sanders Peirce, a pół wieku później idący za nim Norwood
Russell Hanson. W związku z tym w latach trzydziestych dokonano rozróżnienia
między kontekstem odkrycia a kontekstem uzasadniania. Ten pierwszy
stanowi domenę badań psychologicznych i socjologicznych, ten drugi ma być
analizowany środkami szeroko pojętej logiki. Równolegle wprowadzono wspomniane
już pojęcie racjonalnej rekonstrukcji rozwoju wiedzy - chodziło o takie
przedstawienie ewolucji wiedzy naukowej, aby unaocznić racje kryjące się
za decyzjami, na mocy których naukowcy uznają (powinni uznawać) bądź odrzucają
(powinni odrzucać) poszczególne hipotezy i całe teorie, a przede wszystkim
dokonują wyboru którejś z dostępnych koncepcji. Powiadano w rezultacie, że
jedynie kontekst uzasadniania podlega racjonalnej rekonstrukcji. Podstawą
racjonalnej rekonstrukcji miał być jednolity, ponadteoretyczny zbiór kryteriów -
tzw. kryteriów demarkacji - decydujących o naukowym bądź pseudonaukowym
charakterze danej koncepcji. Część z omawianych w tej książce systemów metodologicznych ma charakter
normatywny (te jednak, o czym za chwilę, rozpadają się na dwa rodzaje), a
część opisowy. Metodologia opisowa stara się przedstawić metody badawcze,
jakie naukowcy faktycznie stosują w swojej pracy. Taki charakter miały
rozważania Poincarégo i Kuhna. Metodologia normatywna ustala kryteria
postępowania badawczego, jakie naukowcy stosować powinni (choć niekiedy
je w rozmaitych powodów łamią). Kryteria te często wyprowadzane są z założeń o
charakterze ogólnofilozoficznym, jako odpowiedzi na generowane przez te
założenia pytanie: jak, zważywszy na naturę świata z jednej, a człowieka z
drugiej strony, należy postępować, aby uzyskać o świecie wiedzę prawdziwą
(prawdziwą z wysokim prawdopodobieństwem, prawdziwszą niż dotychczasowa itp.).
Taki charakter miały metodologie Milla i Poppera, a także kryteria sensowności
formułowane przez empirystów logicznych. Lakatos, a za nim Laudan, zaproponowali
innego rodzaju metodologie normatywne: kryteria racjonalnego postępowania
badawczego starali się wyprowadzić na podstawie badań historycznych nad
faktycznym postępowaniem naukowców. Zakładali, iż naukowcy (przyrodnicy raczej
niż humaniści) najczęściej postępują racjonalnie, tak jak postąpić ze względów
poznawczych należy, a także że mają wyrobione w trakcie praktyki badawczej
wyczucie, pozwalające im trafnie - choć podświadomie, a co najwyżej półświadomie
- oceniać racjonalność postępowania własnego i innych. Metodolog poszukuje
uniwersalnych kryteriów takich, aby formułowane na ich podstawie oceny zgadzały
się w możliwie licznych przypadkach z intuicyjnymi ocenami naukowców. Tak
wyabstrahowane kryteria podnosi się później do rangi norm powszechnie
obowiązujących - niezależnie od tego, czy potrafimy filozoficznie to wyjaśnić
bądź uzasadnić. Raz zwerbalizowane kryteria służą potem ocenianiu, jako
racjonalnego bądź irracjonalnego, faktycznego postępowania badaczy. Konstruktywistyczna metodologia prowadzi też do ważnego filozoficznego sporu
o realizm: czy da się powiedzieć, że teorie naukowe są prawdziwe albo fałszywe w
klasycznym tego słowa znaczeniu. Zdawać by się mogło, że ten problem jest
nadrzędny w stosunku do problemu racjonalności. "Racjonalnym" nazywa się zwykle
człowieka, który w optymalny pod pewnymi względami sposób dąży do osiągnięcia
założonego celu. Celem nauki jako nauki jest, zgodnie z obiegowym
poglądem, zdobywanie wiedzy o świecie, a "wiedzą" nazwiemy tylko taki system
poglądów, który jest w prawdziwy, a przynajmniej prawdopodobnie prawdziwy lub
prawdziwy z dobrym przybliżeniem. (Jeśli ktoś dąży do zdobycia władzy, to
mówienie fałszów może lepiej temu służyć niż mówienie prawd - a zatem kłamliwy
polityk zyska miano "racjonalnego", niezależnie od tego, że uznamy go za
łajdaka. Wykazanie zawodowego oszustwa naukowcowi dyskwalifikuje go nie tylko
moralnie, ale też jako naukowca.) Wydawałoby się więc, że najpierw należy
określić, na czym polega naukowa prawda - bo z perspektywy konstruktywizmu nie
da się mówić o prawdziwości po prostu: trzeba oddzielnie mówić o prawdziwości
zdania zrelatywizowanej do systemu pojęciowego (w sensie, który trzeba dopiero
określić), a w innym ewentualnie znaczeniu o stosunku systemu jako całości do
świata - a następnie badać, w jaki sposób tę prawdę osiągnąć (w najkrótszym
czasie, najłatwiej, najtaniej itd.). To określi, na czym polega racjonalność
decyzji podejmowanych w praktyce badawczej. Jeśli powiedzieliśmy, że racjonalna
jest decyzja, za którą kryją się dobre racje, która jest należycie uzasadniona,
to same pojęcia racji czy uzasadnienia wypadałoby zrelatywizować do
filozoficznej koncepcji prawdy jako celu nauki. Osobliwością sporu o
racjonalność naukową, jaki toczył się zwłaszcza w latach sześćdziesiątych, było
oderwanie zagadnienia kryteriów racjonalności od problemu prawdy - i to
bynajmniej nie z powodu pojawienia się programu socjologii wiedzy. Wczesny
Popper (choć już nie ten po 1960 r.), Kuhn, Feyerabend i Laudan uważali pojęcie
prawdy za zbędne w metodologii nauki, a i Lakatos znacznie ograniczał zakres
jego zastosowań. Krótko, jak już powiedziano, scharakteryzuję ich poglądy na ten
temat w poszczególnych rozdziałach. BIBLIOGRAFIA Bacon Francis (1620) Novum Organum . Wyd. pol. Novum
Organum , tłum. J. Wikariak, PWN 1955. Berkeley George (1710) A Treatise Concerning the Principles of Human
Knowledge . Wyd. pol. Traktat o zasadach poznania ludzkiego ,
tłum. J. Leszczyński, PWN 1956. Descartes René (1637) Discours de la méthode . Wyd. pol.
Rozprawa o metodzie , tłum. W. Wojciechowska, PWN 1970. Descartes (1641) Meditationes de prima philosophia . Wyd. pol.
Medytacje o pierwszej filozofii , tłum. M. i K. Ajdukiewiczowie,
PWN 1958. Herschel John F. W. (1830) Discourse on the Study of Natural Philosophy ,
Longman. Wyd. pol. Wstęp do badań przyrodniczych , tłum. T.
Pawłowski, PWN 1955. Hume David (1739-1740) A Treatise Traktat o naturze ludzkiej Jevons William S. (1874) The Principles of Science. A Treatise on Logic
and Scientific Method . Wyd. pol. Zasady nauki , tłum. M.
Choynowski, B. Gawecki, PWN 1960. Kant Immanuel (1781, 1787) Kritik der reinen Vernunft .
Wyd. pol. Krytyka czystego rozumu , tłum. R. Ingarden, PWN 1957. Kant Immanuel (1786) Metaphysische Anfangsgründe der Naturwissenschaft .
Wyd. ang. Metaphysical Foundations of Natural Science ,
Bobbs-Merrill 1970. Locke John (1690) An Essay Concerning Human Understanding . Wyd.
pol. Rozważania dotyczące rozumu ludzkiego , tłum. B. J. Gawecki,
PWN 1955. Mill John Stuart (1843) A System of Logic: Ratiocinative and Inductive ,
Longmans. Wyd. pol. System logiki dedukcyjnej i indukcyjnej ,
tłum. Cz. Znamierowski, PWN 1962, 2 tomy. Newton Isaac (1687) Philosophiae naturalis principia mathematica ,
Joseph Streater; wyd. 2, Cambridge 1713; wyd. 3, Guil. & Joh. Innys 1926.
Wydanie krytyczne na podstawie trzech pierwszych wydań i zapisków Newtona:
Isaac Newton’s Philosophiae naturalis principia mathematica , A.
Koyré, I. B. Cohen, A. Whitman (wyd.), Harvard UP 1972. Wyd. ang. Isaac
Newton’s Mathematical Principles of Natural Philosophy , tłum. I. B.
Cohen, A. Whitman, California UP 1997. Peirce Charles Sanders, Collected Papers of Charles Sanders Peirce ,
C. Harshorne, P. Weiss (wyd.), t. 1-6, Harvard UP 1931-1935; A. W. Burks (wyd.),
t. 7-8, Harvard UP 1958. Philosophy of Science. The Historical Background , Joseph J.
Kockelmans (wyd.) Free Press 1968. (Antologia zawierająca m. in. teksty Kanta,
Herschela, Whewella, Milla, Helmholtza, Jevonsa, Stallo, Macha, Pearsona,
Boutroux, Hertza, Boltzmanna, Poincarégo, Peirce’a, Duhema, Ostwalda, Meyersona,
Cassirera i filozofów nauki z początku XX wieku.) Whewell William (1834) Astronomy and General Physics Considered with
Reference to Natural Theology , W. Pickering. Whewell William (1837) History of the Inductive Sciences from the
Earliest to the Present Time , J. W. Parker, 3 tomy. Whewell William (1840) The Philosophy of the Inductive Sciences Founded
upon their History , J. W. Parker, 2 tomy; wyd. 2 1847. Whewell William (1849) Of Induction, With Especial Reference to Mr. J.
Stuart Mill’s System of Logic , J. W. Parker. Whewell William (1854) The Plurality of Worlds: An Essay; also a
Dialogue on the Same Subject , J. W. Parker. Whewell William (1858) Novum Organon Renovatum , J. W. Parker.
(Na ten i dwa kolejne dzieła rozpadła się, po kolejnych przeróbkach, książka
Whewella (1840).) Whewell William (1858) The History of Scientific Ideas , J. W.
Parker, 2 tomy. Whewell William (1860) On the Philosophy of Discovery ,
J. W. Parker. Whewell William (1987) The Historical and Philosophilal Works of
William Whewell , G. Buchdahl, L. Laudan (wyd.), Frank Cass, 10 tomów.
(Kompletne, krytyczne wydanie filozoficznych i historycznych dzieł Whewella.) William Whewell’s Theory of Scientific Method , R. E. Butts
(wyd.), Pittsburgh UP 1968. (Wybór podstawowych tekstów filozoficznych.) William Whewell, Selected Writings on the History of Science ,
Y. Elkana (wyd.), Chicago UP 1984. (Krótki wybór tekstów historycznych i
filozoficznych.)
Opracowania Blacke R. M., Ducasse, C. J., Madden, E. H. (1960) Theories of
Scientific Method: The Renaissance Through the Nineteenth Century ,
Washington UP. (Poglądy humanistów i astronomów Odrodzenia, Bacona, Kartezjusza,
Hobbesa, Newtona, Hume’a, Herschela, Whewella, Milla, Jevonsa, Peirce’a i
amerykańskich funkcjonalistów.) Brittan G. G. (1978) Kant’s Theory of Science , Princeton UP. Butts Robert E. (1993) Historical Pragmatics. Philosophical Essays ,
Kluwer 1993. (W §§ 8-13 analiza poglądów Herschela, Milla i Whewella.) Butts R. E. (red.) (1986) Kant’s Philosophy of Physical Science ,
Reidel. Clarke D. M. (1982) Descartes’ Philosophy of Science ,
Manchester UP. Friedman M. (1992) Kant and the Exact Sciences , Harvard UP. Fisch Menachem (1991) William Whewell, Philosopher of Science ,
Oxford UP. (Zawiera pełną bibliografię prac Whewella i opracowań dotyczących
jego filozofii nauki.) Fisch M., Schaffer, S. (red.) (1991) William Whewell: A
Composite Portrait , Oxford UP. Giere R. N., Westfall, R. S. (red.) (1973) Foundations of Scientific
Method: The Nineteenth Century , Indiana UP. (Omówienia metodologicznych
poglądów Kanta, Whewella, Maxwella, Darwina i innych.) Laudan Larry (1981) Science and Hypothesis , Reidel. (Omówienie
poglądów m. in. Galileusza, Kartezjusza, Locke’a, Hume’a, Reida, Comte’a,
Whewella, Macha i Peirce’a.) Losee John (1993) A Historical Introduction to the Philosophy of
Science, Oxford UP. (Dość popularne omówienie dziejów filozofii nauki od
Platona i Arystotelesa do Feyerabenda i Laudana.) Ludwikowski Rett, Woleński Jan (1979) J. S. Mill , Wiedza
Powszechna 1979. (Zawiera bibliografię prac K. Ajdukiewicza, Z. Czerwińskiego.
H. Greniewskiego, T. Kotarbińskiego i K. Szaniawskiego na temat kanonów indukcji
eliminacyjnej.) Oldroyd David (1886) The Arch of Knowledge. An Introductory Study of
the History of the Philosophy and Methodology of Science , Methuen 1986.
(Popularne omówienie dziejów filozofii nauki od Platona i Arystotelesa do
Feyerabenda.) Pentonen M. (red.) (1996) The Cambridge Companion to
Bacon , Cambridge UP. Tursman R. (1987) Peirce’s Theory of Scientific Discovery: A System of
Logic Conceived as Semiotic , Bloomington. Urbach Peter (1987) Francis Bacon’s Philosophy of Science: An Account
and a Reapprisal , Open Court 1987.
Literatura uzupełniająca Amsterdamski Stefan (1973) Między doświadczeniem a
metafizyką , PIW. Anderssen G. (1994) Criticism and the History of Science: Kuhn’s,
Lakatos’ and Feyerabend’s Criticism of Critical Rationalism , Brill.
(Krytyczne omówienie poglądów trzech najważniejszych filozofów nauki lat
sześćdziesiątych.) Chalmers Alan (1982) What is This Thing Called Science ,
Queensland UP. Wyd. pol. Czym jest to, co zwiemy nauką? ,
tłum. A. Chmielewski, Siedmioróg 1993. (Dobra książka dla początkujących.) Couvalis George (1997) The Philosophy of Science. Science and
Objectivity , SAGE Publications. (Ogólne, nietechniczne wprowadzenie do
najważniejszych zagadnień.) Gillies D. (1993) Philosophy of Science in the Twentieth Century. Four
Central Themes , Blackwell. Gower Barry (1996) Scientific Method: A Historical and Philosophical
Introduction , Routledge. (Podstawowe problemy filozofii nauki,
ilustrowane poglądami myślicieli od Galileusza począwszy.) Grabowski Marian (1993) Elementy filozofii nauki ,
Wyd. UMK. (Poziom elementarny.) Harré R. (1972) The Philosophies of Science. An Introductory Survey ,
Oxford UP. Heller Michał (1992) Filozofia nauki. Wprowadzenie ,
Wyd. Nauk. PAT. (Poziom elementarny.) Klee Robert (1997) Introduction to the Philosophy of Science ,
Oxford UP. (Przegląd stanowisk od pozytywizmu do społecznego konstruktywizmu.) Laudan Larry (1990) Science and Relativism. Some Key Controversies in
the Philosophy of Science , Chicago UP. (Najważniejsze spory w filozofii
nauki ostatnich czterdziestu lat pięknie przedstawione w postaci fikcyjnego
dialogu.) Laudan Larry i inni (1986) Scientific Change: Philosophical Models and
Historical Research, "Synthese" 69, s. 141-223. (Zestawienie na użytek
historyków nauki podstawowych tez metodologii Kuhna, Lakatosa, Feyerabenda i
Laudana.) Motycka Alina (1986) Ideał racjonalności. Szkice o filozoficznych
rozdrożach nauki , Ossolineum. Murawski Roman (1995) Filozofia matematyki. Zarys dziejów , Wyd.
Nauk. PWN. (Dobre uzupełnienie wiedzy z filozofii nauk przyrodniczych. Książce
towarzyszy Filozofia matematyki. Antologia tekstów
klasycznych , R. Murawski (wyd.), Wyd. Nauk. UAM w Poznaniu 1994.) Newton-Smith W. H. (1981) W. H. The Rationality of Science ,
Routledge. Newton-Smith W. H. (red.) (1998) A Companion to the Philosophy of
Science , Blackwell. The Philosophy of Science , R. Boyd, P. Gasper, J. D. Trout
(wyd.), MIT Press 1991. (Godna polecenia antologia tekstów.) Riggs Peter J. (1992) Whys and Ways of Science: Introducing
Philosophical and Sociological Theories of Science , Melbourbe UP.
(Poglądy Kuhna, Lakatosa, Laudana i socjologów wiedzy.) Salmon M. H., Earman J., Glymour C., Lennox J. G., Machamer P., McGuire J.
E., Norton J. D., Salmon W. C., Schaffner K. F. (1992) Introduction to the
Philosophy of Science , Prentice Hall. Trigg R. (1993) Rationality and Science , Blackwell. Życiński Józef (1996) Elementy filozofii nauki , Biblos. Życiński Józef (1993) Granice racjonalności , Wyd. Nauk.
PWN.
do końca starożytności
│ średniowiecze i odrodzenie
│ barok i oświecenie
│ 1815-1914
│ 1914-1989
jak i z czego studiować filozofię
│ moje wykłady
│ Wittgenstein
│ filozofowie i socjologowie nauki
O NARODZINACH DWÓCH WIELKICH NURTÓW
W FILOZOFII NAUKI DWUDZIESTEGO WIEKU
b. Mechanika klasyczna a filozofie racjonalistyczne i empirystyczne
c. Kantowska filozofia nauki
d. Powstanie geometrii nieeuklidesowych a kantowska teoria poznania
e. Kryzys w fizyce na przełomie XIX i XX w. i jego znaczenie filozoficzne
f. Ku programowi empiryzmu logicznego
g. Konstruktywistyczna filozofia nauki i jej wielkie problemy